coraz częsciej kłóce sie z tata na temat mojej "kariery" - wedlug niego w zyciu trzeba byc kims i cos osiagnac. ja, z racji wieku i malego doswiadczenia, jeszcze za duzo nie osiagnelam, ale moj tata co rusz mi to wypomina i zaczyna te swoje gadki wstepem "bo inni to, bo inni tamto...". wkurza mnie to, bo porównuje mnie do osób, które maja zupelnie inna historie zyciowa, inaczej im sie zycie potoczylo, wedlug mnie nie sa "kims" tylko dlatego, ze maja stala prace i jakis tam zawód.
a mój tata w kólko to samo. nie potrafi spojrzec na moje i jego zycie z dystansem, oderwaniem od innych. ja przestalam sie ogladac na innych. bo to nie ma sensu. ja mam SWÓJ plan na zycie i nie bede kopiowac innych.
nie wiem, czy znacie taka ksiazke "Biedy ojciec, bogaty ojciec" Roberta Kyosakiego. tam tez jest opisany taki schemat myslenia, ze "w zyciu trzeba sie dobrze uczyc i zdobyc dobra prace, zeby byc kims". okej, ja tego nie neguje, ale tez nie musze zyc wedlug tego schematu.
czego mój tata nie rozumie.
a poza tym zawsze mi wypomina, ze jezdze do Anglii pracowac w sklepie i przez to jestem nikim. nie po to studiowalam wedlug niego, by teraz pracowac w Anglii. moze i mam z tego pieniadze, ale nie osiagam nic...jak mnie to irytuje. on nie moze zrozumiec, ze Anglia jest tylko przejsciowa praca - chce kupic samochod, zainwestowac w dzialalnosc. i po to chce tam jechac. ale wedlug mojego taty bede taka sama jak inni emigranci bez ambicji i perspektyw.
Boze, jak ja ma zmienic jego skostniale myslenie?